"Wełną malowane" wernisaż prac Ewy Jakubowskiej. 16 października godz. 18.00.

„Dunkierka”


„Dunkierka”, film który udowadnia, że od krzyku gorsza może być cisza. Na próżno możemy doszukiwać się rozbudowanych dialogów, nie ma słowotoków i pretensji do Boga. Wszystko ogranicza się do rozkazów i kruchych nadziei na ocalenie z miejsca, z którego nie ma odwrotu, co nie oznacza, że film nie jest emocjonalnie naładowany. Jest(!), a emocje towarzyszą nam długo po napisach końcowych.

Christopher Nolan pokazuje wojnę milczącą, która w ciszy przynosi cierpienie i w ciszy daje ukojenie, bo wojna nie krzyczy, ona w milczeniu zabiera krzyczące istnienia. Dookoła roznosi się szum fal i huki bombardowania, po których znów zapada… cisza, budząca u widza większy niepokój niż nadlatujące siły Luftwaffe, po których wiadomo czego możemy się spodziewać. Tego co przynosi milczenie nikt nie jest pewien. Nie brakuje tu bohaterskich aktów odwagi, poświęcenia i męskich decyzji, ale przede wszystkim jest to film o ludziach, którzy w imię wyższych wartości godzą się na tęsknotę, strach i ból, pokazując nam jak trudno jest w czasie wojny być człowiekiem.

Jest to jedna z nielicznych produkcji o widmie wojny, która pochłania widza od pierwszej sceny, a nie przeraża swoją brutalnością. Wszystkiego dopełnia mistrzowska muzyka Hansa Zimmera. „Dunkierka” to ciąg obrazów, który zostaje w człowieku na dłużej i daje nowe spojrzenie na wydarzenia tamtych lat. Nolan serwuje na ekranie wojnę dojrzałą, bohaterowie wiedzą, co się dzieje, są świadomi konsekwencji i zagrożenia, nie łudzą się i nie mamią nadzieją na cud, nie krzyczą, jakby na przekór całemu złu. Mamy maj 1940, znalazłeś się na froncie bez odwrotu… Witaj w Dunkierce.

(KJ)