Biblioteka Miejska w Luboniu
PON-WT
12.00-19.00
ŚR-PT
8.00-15.00
SOBOTA
8.00-15.00

Przypominamy o przerwach technicznych, podczas których biblioteka jest zamknięta dla czytelników.
W poniedziałki i wtorki od 15.00 do 15.20, w pozostałe dni od 12.00 do 12.20.

„Cieszę się, że moja mama umarła”


„Cieszę się, że moja mama umarła” – Jennette McCurdy

Żyjemy w kraju, w którym coraz częściej, zwłaszcza przy okazji świąt i dużych spotkań rodzinnych każda większa redakcja wypuszcza listę „Top niestosownych pytań, które padają przy rodzinnym stole”. Proponują nawet grę w bingo, żeby te pytania odhaczać. Ciocia Halinka siódmy raz spytała „Kiedy dziecko?” i nie widzi w tym pytaniu nic złego? Postaw krzyżyk! (na kartce i na relacji z ciocią).

Zarówno w religii, prawie i naszych obyczajach przyjęło się, że rodzina to priorytet.

– „Szanuj ojca swego i matkę swoją”,

– „Rodzina jest podstawową komórką społeczną i najstarszą, a zarazem najpowszechniejszą formą życia społecznego”,

– „Ze wszystkich cnót siebie obdziera, kto swych rodziców nie wspiera”,

– „Nie możesz o nim mówić źle, w końcu to Twój ojciec!”.

Wiele osób wierzy, że jest ona pewnego rodzaju świętością, a występowanie przeciwko niej to jedno z najgorszych wykroczeń. Zwłaszcza jeżeli oskarżenia wobec rodziców rzucają ich dzieci.

iCarly” oraz „Sam i kot” – na tych dwóch serialach wybiła się nastoletnia gwiazdka Nickelodeon – Jennette McCurdy. W czasie, gdy emitowane były obie produkcje ja chodziłam już na studia, nie należałam więc do grona fanów (za to moja młodsza siostra już owszem). „Cieszę się, że moja mama umarła” nie przeczytałam więc ze względu na sympatię do młodej aktorki, ale przez wzgląd na kontrowersyjne fragmenty tej biografii, które często publikowano. Książka od tygodni jest na liście bestsellerów „New York Timesa”.

Widać ogólny trend i zaczynamy nawet jako polskie społeczeństwo (od lat stawiające rodzinę na piedestale) wychodzić z mitologii, mówiącej o tym, że członkowie naszej rodziny to bóstwa, które należy wielbić (mimo wszystko!) i których nie należy krytykować. Nawet Disney (DISNEY!) swoim oscarowym „To magiczne Encanto” pokazuje, że czasem z rodziną dobrze wychodzi się tylko na zdjęciach. Konkurencyjny Pixar w animacji „To nie wypanda” wskazuje na toksyczność matki głównej bohaterki. Niezwykłe jest to, że już najmłodsze pokolenie uczone jest poprzez bajki, że należy stawiać granice. Wszystkim. Członkom rodziny również.

Dla wielu osób, zwłaszcza kobiet, które są matkami sam tytuł książki McCurdy może być absolutnie wstrząsający. Może nie mieścić się on w pojmowaniu osób, które mają zdrowe relacje z rodzicami. Ponieważ to o czym pisze Jennette McCurdy jest absolutnie dramatyczne. Jest to swojego rodzaju manifest dzieci żyjących w rodzinach dysfunkcyjnych. Orędzie osoby podległej, zmanipulowanej i skrajnie zdominowanej, które przyprawia o gęsią skórę. Rodzina aktorki była niczym trujący bluszcz, a jej matka stosowała chyba wszystkie rodzaje przemocy (fizyczną, seksualną, ekonomiczną, psychiczną).

Książka pokazuje jak ważne jest, by oddzielić własne pragnienia od pragnień swoich dzieci. Jannette nigdy nie marzyła o byciu aktorka, za to jej matka owszem, postanowiła więc przenieść to marzenie na własne dziecko. Kilkuletniej dziewczynce nie przyszłoby do głowy żeby się odchudzać, za to jej rodzicielce zależało, żeby jak najdłużej zachowała młodzieńczy wygląd (nie dostarczasz organizmowi kalorii = nie rośnie ci biust = dostajesz role małych dziewczynek). Potwór (bo po kilku rozdziałach ciężko pomyśleć „matka”) doprowadził do anoreksji i bulimii u swojego dziecka. Oba te zaburzenia odżywiania w stadium zaawansowanym. Nie mówiąc już o molestowaniu seksualnym, które również obecne było w tej destrukcyjnej relacji.

Pomimo tego piekła, które zaserwowała córce matka sama sugestia terapeutki, że może być ona odpowiedzialna za jej wieloletnią depresję sprawiła, że młoda dziewczyna wybiegła z gabinetu.

Bardzo podobną chemię między matką a córką możemy zobaczyć w genialnym serialu „The Act” (również opartym na faktach), w którym Gypsy Rose przez całe swoje życie leczy się na białaczkę i zanik mięśni (jeździ nawet na wózku inwalidzkim). Tymczasem okazuje się, że jej matka, która jest z nią dwadzieścia cztery godziny na dobę cierpi na zastępczy zespół Münchhausena i jedynie wmawiała swojej córce, że jest poważnie chora, aby mogła się nią opiekować.

Lektura „Cieszę się…” nie należy do najłatwiejszych. Nie jest to odmóżdżająca powieść, którą chcecie zaserwować sobie po wymagającym dniu w pracy. Za to obiecuje Wam, że historia życia, relacji z matką i przemyślenia Jannette zostaną z Wami na dłużej. Jest to też piękna lekcja o przebaczaniu, które najwidoczniej nie jest konieczne do tego, by iść dalej.

Książka dostępna jest jako e-book w platformie Legimi, ale w najbliższym czasie znajdziecie ją również w wersji papierowej w naszej Bibliotece.

(Monika Smółka)