Biblioteka Miejska w Luboniu
PON-WT
12.00-19.00
ŚR-PT
8.00-15.00
SOBOTA
8.00-15.00

Przypominamy o przerwach technicznych, podczas których biblioteka jest zamknięta dla czytelników.
W poniedziałki i wtorki od 15.00 do 15.20, w pozostałe dni od 12.00 do 12.20.

Filmy Świąteczne – czy da się spędzić Święta bez Kevina?


Najedzeni, z brzuchami pełnymi sernika spędzacie wspólny czas z rodziną w Święta. Brat pyta, czy chcecie mandarynkę (nawet Wam ją obierze), a mama proponuje: „może byśmy coś obejrzeli?”. Kevina zaserwowaliście sobie wczoraj, więc pomysłów brak. Z pomocą przychodzi Bibliotekarka!

Zacznijmy od klasyków! Bez jakich filmów nie wyobrażam sobie Świąt?

„To właśnie miłość”, „Holiday”, „Opowieść Wigilijna” czy „Witaj Święty Mikołaju” na stałe zagościły w moim corocznym, grudniowym repertuarze. Jeżeli jakimś cudem nie widzieliście któregoś z nich to serdecznie polecam i zazdroszczę, że pierwszy seans macie przed sobą.

A które produkcje są może mniej znane, ale warte Waszej uwagi w Święta?

 

„Last Christmas”

Do czasu premiery tego filmu najbardziej znaną pechową bohaterką filmów z Wielkiej Brytanii była bezsprzecznie Brigdet Jones. Jednak po pierwszej emisji „Last Christmas” Kate zaczyna ją doganiać. Grana przez uroczą i charyzmatyczną Emilie Clarke (gratka dla fanów GoT) pracuje w świątecznym domu towarowym, jako asystentka Mikołaja. Nienawidzi swojej pracy i swojego życia, które jest pasmem niepowodzeń. Codzienność Kate zmienia się, gdy poznaje Toma (Henry Golding). Początkowo wydają się skrajnie od siebie różni, ulepieni z innej gliny, jednak magia świąt potrafi zdziałać cuda.

Brzmi jak typowa komedia romantyczna? Nie do końca. Warto dać szansę tej produkcji, bo to nie tylko urocza świąteczna opowieść, z niemałym twistem na zakończenie, ale coś dla miłośników filmów z nieoczywistym „Happy End’em”. Pamiętajmy, że to komedia brytyjska, a Anglia „umie” w świąteczne filmy (i tu ponownie przypominam o „To właśnie Miłość”).

 

„Wierzę w Mikołaja”

Filmem, który nie wymaga szczególnego skupienia i spokojnie może lecieć „w tle” podczas, gdy formujecie czterdziestego pieroga jest „Wierzę w Mikołaja”.

Po pięciu miesiącach randkowania z Timem (John Ducey) Lisa (Christina Moore) odkrywa, że mężczyzna nie dość, że kocha znienawidzone przez nią Święta, to jeszcze wierzy w istnienie Mikołaja.

I tutaj nie będzie zaskoczenia – jest to typowa, wręcz wycięta z wzoru komedia romantyczna, której zakończenia domyślamy się po napisach początkowych. Dlaczego więc o niej piszę? Bo uświadamia nam, że każdemu w dorosłym życiu przydałoby się odrobinę wiary w magię. Czy nie wydaję się Wam, że dopóki wierzyliśmy w Mikołaja, jak główny bohater, to Święta miały w sobie ten wyjątkowy czar?

 

„Facet na święta”

Do oglądania tego serialu musiałam sama siebie przekonać. Można jeszcze przemęczyć się z nieudaną i ckliwą komedię romantyczną w postaci filmu, ale po co męczyć się z wieloodcinkowym serialem? Zachęcona bardzo pozytywnymi ocenami włączyłam go i nie przepadłam, ale na pewno nie żałowałam.

Johanne (Ida Elise Broch) ma dość pytań swojej rodziny na temat jej życia uczuciowego. Postanawia na najbliższe święta znaleźć kogokolwiek, kto mógłby jej towarzyszyć w domu rodzinnym i kogo przedstawiłaby jako swoją drugą połówkę.

Fabuła brzmi banalnie, jednak humor zawarty w tej produkcji jest bezbłędny. Często kąśliwy i sarkastyczny, trafiający w punkt. Wspólnie z Johanne chodzimy na randki i odpieramy ataki wścibskich członków rodziny. Jej niepowodzenia momentami bawią do łez, a chwilami wzruszają. Czy głównej bohaterce uda się znaleźć kogoś na Święta, czy na całe życie?

Gdy ktoś poprosi Wam o polecenie czegoś „lekkiego i przyjemnego” to śmiało możecie mówić o „Facecie na Święta”.

 

„Cztery Gwiazdki”

Na pewno każdy z nas zastanawiał się jakby to było nie spędzać rodzinnych Świąt, ale zostać w łóżku, z dobrym serialem i ulubionymi przekąskami, Niewłaściwe pytania, kłótnie o podłożu politycznym, ocena naszych życiowych decyzji czy uporczywe namawianie, żeby „zjeść, bo się zmarnuje!” to klasyka wielu świątecznych spotkań, równie tradycyjna co choinka, czy barszcz z uszkami. Potrafi ostudzić zapał nawet największemu miłośnikowi Bożego Narodzenia.

Bohaterowie „Czterech gwiazdek” –Kate (Reese Witherspoon) oraz Brad (Vince Vaughn) w swoim małżeństwie kierują się zasadą, że robią, co chcą i najczęściej obierają drogę pod prąd. Są spontaniczni, chodzą na lekcje tańca i randkują, jakby dopiero co się poznali.

Co roku w Święta wymyślają bajeczkę o wolontariacie na drugim krańcu świata, która ma uwiarygodnić ich nieobecność przy rodzinnych stołach. Fabuła filmu rozpoczyna się w momencie, w którym ich doskonały plan zawiódł i są zmuszeni spędzić świąteczny czas z rodzinami. Już przy pierwszej wizycie widz zaczyna rozumieć skąd ta niechęć. Poznajemy cztery rodzinki z piekła rodem i przeżywamy koszmarne gwiazdki, wspólnie z bohaterami. W kontakcie z członkami rodzin idealna powłoka na związku głównych bohaterów zaczyna pękać. Czy ten związek dotrwa do Sylwestra?

Chwilami jest to komedia z poczuciem humoru niskich lotów, jednak na powierzchnię wypływa fakt, że warto stawiać granicę w relacji z toksycznymi ludźmi (nawet z nami spokrewnionymi), i dbać przede wszystkim o siebie.

Tego Wam życzę przez cały rok!

Monika Smółka