Biblioteka Miejska w Luboniu
PON-WT
12.00-19.00
ŚR-PT
8.00-15.00
SOBOTA
8.00-15.00

Przypominamy o przerwach technicznych, podczas których biblioteka jest zamknięta dla czytelników.
W poniedziałki i wtorki od 15.00 do 15.20, w pozostałe dni od 12.00 do 12.20.

RECENZJA: „Co gryzie weterynarza”


„Co gryzie weterynarza?” Łukasz Łebek

Przeczytałam kilka wartościowych i zabawnych książek, gdzie głównym motywem przewodnim są zwierzęta i ich koegzystencja z ludźmi, a dokładniej koegzystencja ludzi ze zwierzakami. Wszystkie pozycje łączy to, że zostały napisane przez osoby, które poświęciły życie zwierzętom i powstały na podstawie ich własnych doświadczeń.

Pierwsze to książki Geralda Durrella; znanego brytyjskiego zoologa; na którym kilkuletni pobyt na Korfu w czasach nastoletnich zaowocował po latach powieściami „Moja rodzina i inne zwierzęta”, czy „Moje ptaki zwierzaki i krewni’. Opisuje w nich nie tylko przygody swojej, zwariowanej rodziny, ale pokazuje jak rozwija się jego pasja zoologiczna i jak zrujnowana grecka willa zmienia się powoli w ogród zoologiczny.

Kolejne tworzą cykl „Wszystkie stworzenia duże i małe” autorstwa Jamesa Herriota weterynarza z Thirsk w Yorkshire, w których opisuje przygody i perypetie ze swojej praktyki weterynaryjnej.

W pierwszym tomie serii pt. „Gdyby tylko miały głos” po ukończeniu studiów w Glasgow, w roku 1937, przybywa on do Yorkshire, gdzie dostał posadę jako asystent w prywatnym gabinecie. Opisane są tu początki jego pracy zawodowej, pierwsze osiągnięcia w leczeniu dużych i mniejszych zwierząt, ale także pierwsze próby nawiązania kontaktu z farmerami, którzy usilnie chcą podważać umiejętności młodego lekarza. Autor opisuje z dużą dawką humoru popełniane przez siebie błędy wynikające z różnic między teorią, a praktyką i braku doświadczenia w podejściu do zwierząt.

Całość cyklu, mimo, że nie zawsze dotyczy spraw łatwych, emanuje ciepłem i typowym angielskim humorem. Zwierzęta nie zawsze są spokojne, a współpracownicy i okoliczni farmerzy to koktajl barwnych osobowości. Ale właśnie to wszystko tworzy obraz codziennej pracy weterynarza lat trzydziestych, czterdziestych i pięćdziesiątych. Lekkie pióro Herriota powoduje, że jego książki to świetna rozrywka.

Doświadczenia tych książek spowodowały, że chętnie sięgnęłam po wydane w 2021 r „Co gryzie weterynarza?” Łukasza Łebka.

Autor to lekarz weterynarii i autor bloga „Nie zadzieraj z weterynarzem”. Pracuje w przychodni weterynaryjnej w Tarnowskich Górach, gdzie zajmuje się psami, kotami, królikami oraz innymi puchatymi stworzeniami, ale odmawia leczenia ptaków i rybek.

Ta książka jest odrobinę różna od poprzednich. Autor nie chciał napisać „powieści o lekarzu weterynarii”. Nie znajdziecie więc opisów przyrody, a i prywatne sprawy, do których nas dopuszcza są ściśle związane z wykonywanym przez niego zawodem. Sam określił, że są to opowieści z życia lekarza weterynarii.

Na wstępie dostajemy historię o tym, co zadecydowało o takim, a nie innym wyborze drogi zawodowej, studiach i początkach pracy. Potem następują opowieści o jego domowych pupilach, o pacjentach dużych i małych; zwierzętach domowych, egzotycznych i tych gospodarskich, którymi się zajmował.

No i dowiemy się co gryzie weterynarza i które ugryzienia i inne zwierzęce ataki są mniej lub bardziej bolesne i w jakich okolicznościach się zdarzają.

Ta książka to mieszanka zabawnych historii, które przytrafiają się weterynarzom, ale i przemyślenia o sprawach bolesnych: cierpieniu, eutanazji, przewlekłych chorobach i emocjach, które towarzyszą pracy lekarza weterynarii

Autor z wielką sympatią i szacunkiem mówi o swoich pacjentach, aczkolwiek nie zawsze tego samego zdania jest o właścicielach tychże. Zwłaszcza, jeśli to ich zaniedbania i przewlekłe czekanie doprowadzają do cierpienia zwierząt. Często jednak przedstawienie pewnych zachowań opiekunów, nie ma na celu obrażanie ich, a ukazanie na czym polegaj błędy w ich działaniu wobec zwierzaka i doradzenie jak można ich unikać. Tu świetnym przykładem jest przekarmianie ulubieńców, od którego nie uchronił się w swoim czasie nawet sam autor.

Bardzo podoba mi się, że autor wypowiada się szczerze i fachowo o swojej pracy i przekonuje czytelników, że to współpraca właściciela zwierzęcia i weterynarza są gwarantem długiego i dobrego życia „pacjenta”. Jesteśmy po tej samej stronie barykady. Lekarze weterynarii potrzebują naszych obserwacji zachowań zwierzęcia, szczegółowego wywiadu i wdrożenia zaleceń. Bez tego musieliby być cudotwórcami.

Są rozdziały, jak np. taki o kotach, które mogą wzbudzić pewne kontrowersje, więc nie wszyscy polubią prywatne zdanie autora na temat tego, czy kot powinien być zamknięty cały czas w domu, czy lepiej żeby chodził wolno po ulicach. Ale świat kociarzy jest w tej kwestii podzielony od zawsze, więc weterynarz – tak, czy inaczej nie zdoła zadowolić wszystkich.

Wydaje mi się, że jest to książka, którą powinien przeczytać / wysłuchać każdy posiadacz „milusińskiego”, bo znajdziemy tu porady o tym co może zaszkodzić jego pupilowi i jakie informacje dla weterynarza są istotne, a co nie znajduje uznania w jego oczach lub grozi odmową współpracy.

Możliwe, że w przedstawionych opowieściach wielu z nas odnajdzie siebie i po lekturze zmieni swoje nastawienie do wizyt w lecznicy dla zwierząt.

Zarówno książki Geralda Durrella, jak i Jamesa Herriota zostały już zekranizowane, a ja życzę tego samego panu Łukaszowi.

EG