Biblioteka Miejska w Luboniu
PON-WT
12.00-19.00
ŚR-PT
8.00-15.00
SOBOTA
8.00-15.00

RECENZJA: „Drabina Jakowa”


Ludmiła Ulicka w „Drabinie Jakowa” tworzy literacką mozaikę, w której misternie splata wielką historię z losami jednej rodziny. Autorka, znana jest z mistrzowskiego posługiwania się słowem – lekkim stylem precyzyjnie kreśli fabułę. Z powodzeniem łączy elementy literatury historycznej z psychologicznymi portretami bohaterów, tworząc książkę pełną subtelnych niuansów oraz głębi.

Poznajemy Norę Osiecką, która w spadku po babci dziedziczy kosz pełen listów – zarówno tych miłosnych, jak i tych bardziej gorzkich. Wraz z odkryciem korespondencji w książce postawiona zostaje tytułowa drabina, a to jak ją wykorzystamy i jak wysoko wejdziemy, zależy tylko od nas.

Z zachowanych listów wyłaniają nam się nie tylko dwa silne charaktery dziadków Nory, ale przede wszystkim nastrój epoki, a ta pełna była burz. Historia rodziny Osieckich zaczyna się jeszcze przed pierwszą wojną światową, to właśnie wtedy poznajemy nieśmiałego Jakowa Osieckiego, który pochłonięty pasją do muzyki niespodziewanie zakochuje się w Marusi. Tak zaczyna się historia małych ludzi rzuconych w wir historii. Zakochani stawiali opór pędzącemu światu – trwając przy swoich prawdach i ideałach, choć Europa zmierzała na skraj historycznej przepaści. Jednocześnie współdzielimy codzienne troski Nory, bo to jej życie stanowi oś całej powieści, a autorka sprawnie przeplata historię dziadków z życiem głównej bohaterki.

„Drabina Jakowa” to wielka, mająca ponad 700 stron powieść. Jest w niej wszystko co miniony wiek rzucił na barki milionów rodzin – miłość, wojna, tułaczka i rozłąka, ale także wielka kobieca mądrość. To właśnie kobiety stanowią siłę napędową tej prozy, stawiają czoła wyzwaniom codzienności nieświadomie przeżywając w tle wielką historię. Stają się opokami w niepewnych czasach. To także książka o nieuchronnym – o przemijaniu i walce z zapomnieniem, o próbie sklejania rzeczywistości ze strzępków, które nam dano i które czasem sami sobie wybieramy. Dzięki Ulickiej możemy popatrzeć z boku na przemijanie, które stanowi cząstkę każdego z nas. To jedna z tych książek, z którą trudno rozstać się na końcu.

 

(KJ)