Biblioteka Miejska w Luboniu
PON-WT
12.00-19.00
ŚR-PT
8.00-15.00
SOBOTA
8.00-15.00

RECENZJA: „Goście weselni”


„Goście weselni” Alison Espach, to książka, która z pozoru wydaje się być lekkim, letnim czytadłem. Nadmorskie klimaty Newport, Rhode Island i tematyka wesela bogaczy, aż proszą się o napisanie ckliwej,  romansowej historii. Jednak autorka pokusiła się o stworzenie czegoś, co ja odebrałam jako powieść obyczajową z dużą dawką psychologii i humoru jednocześnie.

Miejsce akcji : Cornwell Inn – luksusowy pensjonat wynajęty na tygodniowe uroczystości weselne, w którym spotykają się dwie kobiety. Czterdziestoletnia wykładowczyni akademicka Phoebe – wzięta omyłkowo przez recepcję za gościa weselnego – mająca wrażenie przegrania życia. Niepowodzenia w pracy, bezskuteczne próby zostania matką, zdrada męża i rozwód powodują, że postanawia popełnić samobójstwo. Chce to jednak zrobić w miejscu, w którym pragnęła od dłuższego czasu spędzić urlop.

Bogata, rozpieszczona i dostająca wszystko czego chce panna młoda – Lily, zaplanowała każdy szczegół swojego ślubu, jest więc zaskoczona pojawieniem się Phoebe i możliwością zepsucia jej uroczystości.  Zdecydowanie się na to nie zgadza i postanawia wybić Phoebe ten pomysł z głowy. Konfrontacja staje się nieunikniona.

Dwie tak odmienne postacie, z różnym temperamentem, bagażem życiowym i oczekiwaniami, niespodziewanie stają się sobie bliskie, a to co miało być końcem jest początkiem zmian. Trudno jednak ograniczyć się do bezrefleksyjnego śledzenia historii obu pań.

To opowieść o zawiłościach w związkach damsko-męskich i relacjach rodzinnych, życiowych szansach, wyborach, również tych wynikających ze strachu przed samotnością i życiu w „schematach”. A przede wszystkim przypomnienie, że życie to codzienny dialog z samym sobą i to sobie musimy odpowiadać na pytania o priorytety, motywacje, uczucia, zdrowy rozsądek, czy dbanie o opinie innych.

Polecam tę książkę również ze względu na ciekawych bohaterów, zarówno tych pierwszo, jak i dalszoplanowych.  Nie ma tam postaci jednowymiarowych, a ściąganie z nich kolejnych warstw to prawdziwa uczta dla czytelnika. Zwłaszcza, że pod żartobliwym sposobem pisania autorka ukryła zmagania z poważnymi problemami życiowymi.

 

(EG)