Na ciemne i smutne jesienno-zimowe dni chciałabym zaproponować książkę, a właściwie dwie książki tworzące cykl „Instytut absurdu”, autorstwa Justyny Sosnkowskiej.
Opowieść reprezentuje gatunek nazywany „urban fantasy”, czyli pełno tu istot magicznych, a jednocześnie akcja dzieje się w realnym świecie, a Eliza Żaczek, niedoszła studentka dziennikarstwa, przez przypadek oraz wrodzoną ciekawość zostaje wmieszana w świat magii, świat, który powinien być niewidoczny dla zwykłych ludzi i zatrudniona jako stażystka w Instytucie Absurdu.
A Instytut czyli urząd, który magię ma trzymać w ryzach, zaskakuje na każdym kroku. Już po chwili dziewczyna wraz z bardziej doświadczonymi współpracownikami musi rozwiązywać totalnie nonsensowne sprawy przytrafiające się „magicznym”, ale mające również wpływ na życie normalnych ludzi. Te małe sprawy, z którymi styka się Eliza budują główny wątek cyklu – rozwiązanie zagadki tajemniczego Pana P. Czy to się uda?
Jest to powieść, bardzo zabawna – zarówno poprzez komizm języka, sytuacji, jak i postaci. Poznajemy problemy istot takich jak smoki, gargulce, wiedźmy, wampiry, strzygi, krasnoludy czy trolle, ale i ludzi, których np. atakuje agresywny bluszcz.
Aczkolwiek, gdy przyjrzymy się dokładniej totalnie pokręconym historiom, z którymi mierzą się pracownicy Instytutu znajdujemy duże podobieństwo do absurdów znanych z realnego świata. W rzeczywistości często nie zwracamy już na nie uwagi, a tu wybuchają pełnią mocy tworząc dzieło zarazem zabawne i oryginalne, jak i dające do myślenia.
W Wypożyczalni dla Dzieci i Młodzieży, dostępne są oba tomy, ale wszystko wskazuje na to, że to jeszcze nie koniec tej historii. Polecam wszystkim, którym brakuje pozytywnych bodźców, niezależnie, czy mają lat 16, czy 100.
(EG)
