To niewielkich rozmiarów książeczka serwująca literacką rozrywkę na najwyższym poziomie. „Jazda” Muriel Spark to niepozorna powieść pełna literackich napięć, które od początku wciągają czytelnika w porywczą grę.
Klasyczny kryminał to taki, w którym pojawia się ofiara, a następnie rozpoczynają się poszukiwania sprawcy. Tymczasem w „Jeździe” autorka odwraca tę dynamikę. Poznajemy ofiarę i od pierwszych stron gnamy na złamanie karku ku śmierci, stajemy się niemymi świadkami niezwykle zagadkowej zbrodni. Zarówno tragiczny finał jaki i ofiara nie są żadną tajemnicą, wszystkie te szczegóły zdradza nam już opis na okładce, zatem nie psuję nikomu zabawy.
Lisie leci na południe Europy, by tam spotkać się z tajemniczym mężczyzną. Tylko ona wie, kim on jest i jak wygląda, a nam czytelnikom wydaje się on coraz bardziej nieuchwytny, a czasem nawet nierealny. Czyżby to był morderca idealny? Lisie to kobieta irytująca, porywcza, bezpardonowa, bezpośrednia i pewna siebie. Otoczenie nigdy nie pozostaje wobec niej obojętne, jest niczym kamyk, wrzucony do spokojnego jeziora – tworzy fale na spokojnej tafli. Jej osobowość szczelnie wypełnia przestrzeń, nie tylko fizyczną, ale także tą literacką. Jest niezwykle wyraźną postacią, narzuca własne tempo, za którym fabuła i czytelnicy muszą nadążyć.
Można odnieść wrażenie, że autorka za pomocą Lisie wodzi nas za nos, specjalnie zaprowadza w ślepe uliczki, by jak najmocniej zagmatwać zbliżające się śledztwo. Myślę, że pisanie tej książki było dla Muriel Spark prawdziwą frajdą i bardzo mocno to czuć, bo jako czytelnik bawiłam się równie dobrze. Trzeba tylko dać się porwać tej grze z literacką konwencją. To książka pełna niuansów, negująca klasyczny podział ról na ofiarę i sprawcę, bo czy ofiara zawsze musi być martwa na końcu? Istna jazda bez trzymanki w świetnym przekładzie Jacka Dehnela.
(KJ)
