„Kurs na ulicę Szczęśliwą” to reportaż, który wyróżnia się subtelnym podejściem do tematyki ludzkich losów. Bartosz Gardocki decyduje się porzucić swoje korporacyjne życie, by zaczerpnąć odrobiny wolności jako taksówkarz. I choć pomysł wydaje się nieco szalony, a koncepcja na książkę dość prosta, to jednak autorowi udało się stworzyć coś wyjątkowego. W niepozornych spotkaniach z przypadkowymi ludźmi kryje się głębsze znaczenie, bo przecież każdy z nas codziennie obiera własny kurs na swoją ulicę Szczęśliwą.
Książka to zbiór rozmów, które Gardocki odbył podczas swoich kursów, i które ułożyły się w fascynującą mozaikę ludzkich historii. Unika tanich sensacji, oceniania i nadmiernego moralizowania. Jego podejście jest pełne szacunku i empatii, dzięki czemu obcy ludzie otwierają się i decydują na poruszanie trudnych tematów jak samotność, porażki czy marzenia, które nigdy się nie spełniły. Siła reportażu tkwi w autentyczności rozmówców, daje głos tym, którzy nie mieliby szansy na publiczne otwarcie.
Reportaż czyta się szybko i przyjemnie, każdy rozdział to oddzielna rozmowa, czasem dłuższa, a czasem niezwykle krótka. Na tle innych książek z tego gatunku nie jest to dzieło wybitne, ale przez to, że przypomina o prostych prawdach i kieruje nas na drugiego człowieka staje się ważnym głosem w literackim świecie non-fiction.
To lektura, która nie ocenia, lecz stawia pytania o to, co tak naprawdę jest ważne w życiu. Gardocki, dzięki swojej wrażliwości, zbliża nas do tych, którzy na co dzień pozostają niewidoczni, a których historie inspirują i zmuszają do refleksji. Myślę, że po lekturze niejeden z nas chciałby zostać pasażerem tej jednej szczęśliwej taksówki.