Biblioteka Miejska w Luboniu
PON-WT
12.00-19.00
ŚR-PT
8.00-15.00
SOBOTA
8.00-15.00

RECENZJA: „Kwiat wiśni i czerwona fasola”


Kwiat wiśni i czerwona fasola to książka, która dość długo czekała na półce na przeczytanie. Dziwnym trafem w pierwszej kolejności obejrzałam jej ekranizację, co tylko utwierdziło mnie w przekonaniu, że ta książka to nie będzie tylko kolejna „odhaczona” pozycja, ale coś więcej. I rzeczywiście.

Choroba Hansena, czyli trąd to przewlekła choroba zakaźna, całkowicie uleczalna. Wcześniej jednak w Japonii chorzy – zgodnie z prawem – byli zamykani w specjalnych ośrodkach i odizolowani od społeczeństwa nawet długo po wyleczeniu. Zmieniło się to dopiero w 1996 r. Nagłośnienie historii ludzi znikających w takich miejscach, śmierć na tę chorobę dwuletniego syna przyjaciela Duriana Sukegawy – to inspiracja do powstania książki.

W działającym od 100 lat ośrodku spędza swoje życie Tokue, która zachorowała mając 14 lat. Kiedy może już opuszczać ośrodek czuje, że wolność przyszła za późno.

W Doraharu w sklepiku z dorayaki pracuje Sentaro marzący kiedyś o byciu pisarzem. Teraz jednak swoją pracą spłaca dług u właściciela sklepiku, który zatrudnił go mimo więziennej przeszłości.

Na dorayaki i zimne napoje często przychodzą hałaśliwe nastolatki, ale również samotna i małomówna Wakana.

Te trzy osoby połączy coś niezwykłego. Każda z nich daje siłę pozostałym, uczą się od siebie nawzajem żyć.

„W głębi serca miałam przekonanie, że nie warto żyć, jeśli człowiek nie przydaje się innym. Wierzyłam, że przychodzimy na świat po to, aby pracować na rzecz ludzi i świata.”

A wracając do ekranizacji i odwiecznego pytania: co lepsze – książka czy film? Odpowiem tak: każdy z nas jest inny, a gusta nie podlegają dyskusji. Dla mnie w tym przypadku czytanie było podwójną przyjemnością. Pierwsza to piękna opowieść, druga to pamięć, która pozwoliła mi widzieć to, co czytam i próbować usłyszeć, o czym mówią ziarenka fasoli.

 

(BS)