Pod nazwą „Odrzania” Zbigniew Rokita ukrył tereny, które w czasach PRL nazywane były propagandowo „ziemiami odzyskanymi”. Ale, czy jest to pojęcie słuszne?
Nie jest to jednolita kraina. Tworzy ją konglomerat województw leżących na zachodzie i północy kraju, zamieszkałych przez przesiedleńców z innych regionów Polski i tych, które Polską być przestały. Autor mówiący o sobie „kundel ziem odzyskanych” przemierza tereny na których w 1945 r. rozpoczął się eksperyment cywilizacyjny – zamiana Niemiec w Polskę.
Pokazuje przemiany następujące tu przez dziesięciolecia, kiedy to co niemieckie stawało się poniemieckie, a potem już polskie. Obce stawało się naszym. Szuka szwów łączących historię przed i powojenną. Wilhelmińskich gmachów sąsiadujących z socjalistycznymi blokowiskami, niemieckich napisów wychodzących spod farby położonej już po wojnie. Często na opisanie tego, czym jest Odrzania używa niemieckiego słowa „jein” – „tak i nie”, bo faktycznie świetnie oddaje ono ten współgrający ze sobą zlepek odmienności tworzących spójną całość.
Subiektywnie, z dumą wynikającą z bycia mieszkańcem tych ziem, przedstawia poszczególne regiony, stare/nowe miasta jak Wrocław, Szczecin, czy przedzielone rzeką miejscowości, tworzące kiedyś jedną tkankę, a dziś w dwóch krajach. Tak różne, a jednak podobne.
I w każdym z odwiedzonych miejsc usiłuje znaleźć odpowiedź na pytanie – czy to już nasze, czy jeszcze cudze?
Książka skłania do przemyśleń, zachęca do szukania odpowiedzi na pytanie czym jest Polska i kim są Polacy dzisiaj, 80 lat po zakończeniu wojny. Myślę, że określenie „włóczęgowski poemat reporterski” (które znalazłam) jest słuszne, a autor naprawdę postarał się, by w jego utworze znaleźć coś więcej niż tylko zwykły opis zdarzeń.
(EG)
