Gdybym miała wybrać książkę, która zmieniła moje życie i najbardziej mną wstrząsnęła to byłaby to „Czy Bóg wybaczy siostrze Bernadecie?”. Z całego serca współczułam autorce – Justynie Kopińskiej – która pisząc ten reportaż musiała siedzieć w tym syfie wiele miesięcy. Nie mogłam dojść do siebie przez kilka dni i po długim czasie nadal przechodzą mnie ciarki, gdy tylko spojrzę na okładkę. W skrócie można napisać, że Kopińska trafiła wprost do piekła, a książka opisuje ZŁO w czystej postaci.
Po latach postanowiłam wrócić do zakonu zdając sobie sprawę, że będzie to powrót niełatwy. A to za sprawą książki Moniki Białkowskiej „SIOSTRY. O nadużyciach w żeńskich klasztorach”.
Autorka przeprowadza wywiady z kobietami, ex-zakonnicami, które postanowiły odejść z zakonów. Jako, że spędziły w nich od kilku do kilkudziesięciu lat daje nam to dość jasny obraz tego, co działo się w środku i do jakich nadużyć dochodziło.
A działo się niestety sporo. Kobiety najczęściej w wieku nastoletnim podejmowały decyzję, by wstępując do zakonu zbliżyć się do Boga i nie miały pojęcia (bo nie mogły mieć!) jak to wpłynie na ich dalsze życie. Nie wiedziały, że w zakonach próżno będzie szukać im nie tylko boskiej miłości, ale często również i człowieczeństwa.
Przemoc fizyczna, psychiczna, manipulacje, przypadki molestowania seksualnego, a przede wszystkim ślepe posłuszeństwo (i to nie Bogu, a zakonnicom). Ciężka praca – często do granic fizycznej wytrzymałości, wykonywana tylko dlatego, że nie można było odpoczywać (bo to przecież lenistwo). Jedna z byłych zakonnic mówiła o cotygodniowym myciu solniczek i pieprzniczek (a Wy? kiedy myliście swoje?).
Co wprawiło mnie w totalne osłupienie i jest chyba najmocniejszą stroną tej książki to obiektywizm rozmówczyń. To, że mimo tego co przeszły potrafiły znaleźć też jasne punkty życia w zakonach. Co więcej! Kobiety nie odwróciły się od wiary i Boga. Każda z nich jest w trakcie lub po terapii – co zostało podkreślone już na wstępie reportażu.
Lekturę tej książki traktuję jak okno do świata o którym nie wiedziałam za dużo i który jest mi zupełnie obcy. Na całe szczęście.
(MS)
