Pamiętam z dzieciństwa klimat roku 1989, wydarzenia w Polsce, ale również w innych państwach dawnego bloku socjalistycznego, dlatego kiedy przypadkowo wpadła mi w ręce książka pt. „Upadek muru berlińskiego” chętnie do niej zajrzałam. Zajrzałam i przepadłam.
Autorzy: Jean – Marc Gonin francuski dziennikarz, naoczny świadek tych chwil i Olivier Guez, historyk, politolog bardzo sumiennie rozpatrzyli temat. Przeprowadzili wiele rozmów, przestudiowali źródła historyczne i materiały archiwalne. W efekcie powstała książka -beletryzowany reportaż o wydarzeniach z przełomu października i listopada 1989 r, które miały miejsce w Berlinie, Lipsku i innych miastach NRD
Dzień po dniu poznajemy zdarzenia z punktu widzenia wszystkich stron biorących w nich udział. Partii, politbiura, Stasi, zwykłych żołnierzy jak i młodych aktywistów z organizacji opozycyjnych. Kurta Masura – dyrygenta lipskiej filharmonii – inicjatywie, której można zawdzięczać pokojowy charakter protestów. Do głosu dopuszczono też aktualnych przywódców Rosji (Michaiła Gorbaczowa) i RFN (Helmuta Kohla).
Książka napisana jest świetnym językiem. Mimo, że są to powszechnie znane fakty historyczne, napięcie nie opuszcza od pierwszej do ostatniej strony. Z zapartym tchem śledzimy losy Very, Emmy, Svena czy Hansiego. Ich walkę o możliwość swobodnego przekraczania granic z państwami Zachodu. W tym tę najważniejszą z Berlinem Zachodnim. Chodzimy z nimi na protesty, chowamy się przed agentami Stasi, cieszymy, kiedy rewolucja zatacza coraz szersze kręgi i świętujemy, kiedy wreszcie po wielu latach Berlin staje się jednym miastem.
Zdecydowanie polecam tę książkę, nie tylko tym, którzy chcą sobie przypomnieć stare czasy, ale przede młodym ludziom, bo to w nich jest siła, która potrafi zmieniać bieg historii.
(EG)
