Biblioteka Miejska w Luboniu
PON-WT
12.00-19.00
ŚR-PT
8.00-15.00
SOBOTA
8.00-15.00

Przypominamy o przerwach technicznych, podczas których biblioteka jest zamknięta dla czytelników.
W poniedziałki i wtorki od 15.00 do 15.20, w pozostałe dni od 12.00 do 12.20.

„Szczęście na miarę”


Recenzja książki „Szczęście na miarę” Agaty Kołakowskiej.

 

„Zbyt często zapewniamy o uczuciach, które w nas wybrzmiewają. Za mało jednak mówimy o tych, które tkwią w nas od lat”.

„Szczęście na miarę” to książka, po którą zdecydowałam się sięgnąć zdecydowanie dlatego, że zaintrygował mnie jej opis. Nie spodziewałam się żadnego efektu „wow”, bardziej chciałam „odpocząć” od kryminałów, które ostatnimi czasy zajmowały mi większość czasu przeznaczonego na czytanie. Wcześniej nie znałam twórczości tej autorki, więc zupełnie nie wiedziałam czego mogę się spodziewać…

Głównym bohaterem książki „Szczęście na miarę” jest Leonard Kittay, który w swojej mającej wieloletnią historię pracowni krawieckiej szyje magiczne, niezwykłe sukienki, w które wszywa paski materiału z wyhaftowanymi życzeniami swoich klientek. Dzięki temu zabiegowi mają spełniać się najskrytsze marzenia kobiet, jednak aby się ziściły, marzycielce wolno polecić pracownię wyłącznie jednej kobiecie. Krawiec, w przeciwieństwie do swoich klientek, nie wierzy w magiczną moc kreacji. Choć daje nadzieję innym, sam podchodzi do stworzonej przez siebie legendy z dystansem. Dlaczego? Przyczyną jest niespełniona miłość, Leonard pogodził się z losem, lecz nigdy nie przestał kochać…

Podczas czytania poznajemy także Dagnę Zagórską dziennikarkę Tygodnika Miejskiego oraz jej przyjaciółkę Lidkę, która jest posiadaczką „magicznej” sukienki od pana Kittay’a. Dagna właśnie rozstaje się z mężem, więc targają nią ogromne emocje, nie wierzy w moc sukienek z wszytym życzeniem, jednak by zdemaskować podejrzewane oszustwo krawca, a jednocześnie mieć dobry temat na artykuł i zyskać uznanie w oczach szefa, sama zamawia u niego sukienkę, co z kolei uruchamia lawinę różnych, niespodziewanych wydarzeń…

Początek tej historii jakoś mnie nie porwał, jednak im bardziej zagłębiałam się w lekturę, tym bardziej mnie ona fascynowała. Książka okazała się przepiękna, przepełniona spokojem, ciepłem i niesamowitymi emocjami. To ten typ książki, która jest niby niepozorna, ale pozostaje na długo w pamięci, która zmusza do przemyśleń nad własnym życiem, nad tym co jest dla nas ważne, czy choćby nad tym, że czasami nie doceniamy tego, co mamy. W książce przeplatają się losy wielu bohaterów, które są ze sobą w różny sposób powiązane. Mnie jednak urzekła przede wszystkim historia miłości Leonarda i Małgorzaty, tak piękna, tak niespełniona i tak, w gruncie rzeczy, smutna. Książka potwierdza regułę, że życie pisze swoje własne scenariusze, czy tego chcemy, czy nie a szczęściu trzeba wielokrotnie dopomóc, czasami wbrew swojej dumie, czy urazie. Powieść pokazuje też, że nigdy nie jest za późno na spełnianie marzeń, walki o siebie i o własne szczęście. Ciepła, przepiękna historia z magią w tle…

 

[ML]